magnusie. Niewidzące spojrzenie Shannona było skierowane

magnusie. Niewidzące spojrzenie Shannona było skierowane nieco w bok, lecz gdy wielki mag się odezwał, Nikodemus miał wrażenie, iż starzec patrzy przez jego ciało bezpośrednio na duszę. – Zaskoczyłeś mnie, chłopcze. Jako młody czarodziej przekupiłem kilka konstruktów, nawet miałem trochę problemów z powodu nadmiernie ambitnych tekstów. Ale twoja ułomność kładzie na nas obu szczególny ciężar. dość chcę, byś zasłużył na mniejszy kaptur, mimo wszystko gdyby inny mag zobaczył tę gargulicę z błędami... cóż, to byłby koniec twoich nadziei na wyrwanie się z roli praktykanta a także utrudniłbyś życie innym kakografom. – Tak, magistrze. Shannon westchnął. – Będę dalej walczył o twój kaptur, ale tylko jeśli nigdy więcej nie powtórzy się taka... nieostrożność. – Nie powtórzy się, magistrze. – Nikodemus wbił wzrok w swoje buty. – a także czemu, na imię Stwórcy, dotknąłeś tego gargulca? – Starzec ruszył w stronę swojego biurka. – Wcale nie zamierzałem. Redagowałem tekst w jej wnętrzu, gdy usłyszałem łomot. Potem dobiegły mnie dźwięki brzmiące tak, jakby pewien człowiek biegł po dachu. a także to właśnie sprawiło, iż przypadkowo dotknąłem gargulca. Shannon się zatrzymał. – Kiedy to było? – Jakieś pół 60 minut temu. – Opowiedz mi wszystko. – Wielki mag obrócił się w jego stronę. Gdy Nikodemus opisywał dziwne dźwięki, Shannon ponownie zacisnął wargi w wąską linię. – Magistrze, czy jest coś niedobrego? Shannon podszedł do biurka. – Zapal mi dwie świeczki. Jedną zostaw tutaj, drugą weźmiesz ze sobą. Potem biegnij do gabinetu magistra Smallwooda. Zawsze pracuje do późna. Poproś, żeby do mnie przyszedł. Nikodemus ruszył do szuflady ze świecami. – Na koniec pójdziesz prosto do Wieży Bębna, tylko żadnego chodzenia dookoła, żadnego guzdrania się. – Shannon usiadł za biurkiem. – Wyślę do twojego pokoju Lazur z wiadomością. Zrozumiano? – Tak, magistrze. – Nikodemus ustawił a także zapalił świece. Starzec zaczął grzebać wśród manuskryptów na biurku. – Jutrzejszy dzień spędzisz ze mną. Uzyskałem pozwolenie na rozpoczęcie rzucania pierwszorzędowego czaru badawczego a także będę potrzebował twojej pomocy. a także bywa jeszcze nowa klasa, którą trzeba uczyć kompozycji. Zwolnię cię z obowiązków praktykanta. – Naprawdę? – Nikodemus rozpromienił się, zaskoczony. – Będę mógł uczyć? Ćwiczyłem wykład wprowadzający. – możliwe że – odpowiedział Shannon, nie podnosząc głowy znad czytanego właśnie manuskryptu. – dziś pędź do magistra Smallwooda, a potem prosto do Wieży Bębna, nigdzie indziej. – Tak, magistrze. – Nikodemus ochoczo złapał świeczkę a także ruszył w stronę drzwi. jednak gdy sięgnął ręką zasuwy, do głowy przyszła mu myśl, która go zatrzymała. – Magistrze – zapytał powoli – czy taki gargulec przez cały okres miał poznanie drugorzędowe? Shannon znieruchomiał, po czym odłożył manuskrypt. – Mój chłopcze, nie chcę akurat wzbudzać fałszywych nadziei. – To znaczy? – Nikodemus zmarszczył brwi.